pink brain.
fuckin' perfection.

panna anna & pakowania, pakowanie... pierdolnik. 2010-09-21 22:29:33

KIIIIIILL MEEEEE!!
powoli popadam w czarną rozpacz...

skomentuj (2)


panna anna & remont. 2010-09-21 01:33:31

Generalnie nic nie piszę bo u mnie wciąż i nieustająco remont.
Mam absolutnie dość castoramy, leroy merlin, obi i innych tego typu sklepów.
Przeprowadzka mnie dobija i jeśli nasza rodzina przeżyje w całości do 26 to bedzie spory sukces.

25 września w sobote przeprowadzamy się na gwiezdną, wszystkie te paści przenosimy.
26 września w niedziele jade do Wrocławia i już generalnie się tam instaluje.
27 września w poniedziałek próbuję ogarnąć nasze nowe mieszkanie, lokalizację najblizszego monopolowego, generalne zakupy i oswojenie się z komunikacją miejską. Mam nadzieje załatwić też przynajmniej wstepnie internet.
28 września we wtorek przyjeżdza Pietras (być może również Owca i Tańculka). Zapoznanie miasta, zakup najpotrzebniejszego prowiantu procentowego i impreza przedparapetówkowa.
29 września w środę z dużym kacem nie tylko moralnym witamy w naszej 13-tce Gabrysia. Uzupełniając zapasy świętujemy dalej.
30 września w czwartek żegnamy Pietrasa (względnie Owcę i Tańculkę też) i przygotowujemy się do inauguracji roku akademickiego jako studenci ASP. Ja robię dobre wrażenie odbierając indeks od lektora (ten wątpliwie przyjemny przywilej dla osoby dostającej się na 1 miejscu)
1 października w piątek inaugurujemy się i integrujemy.
2 października w sobotę (względnie 3 października w niedzielę) przyjeżdzają rodzice z drugą partią rzeczy dla małego Lasonia.
3 października w niedzielę Lasoń oswaja się z myslą, że jest studentką i przygotowuje się do swoich pierwszych w życiu zajęć w ASP Wrocław.
4 października w poniedziałek Lasoń zaczyna swoją przygodę z ASP...

taki jest plan... ambitne, nie?

skomentuj (2)


panna anna & nocka z Pietrasem. 2010-09-09 00:49:22

Jesli chodzi o damskie picie. To nigdy nie jest damskie. Bo ja za dużo prowokuje, mam wewnętrznego faceta, a za buta Pietrasinio leżałam na chodniku zmolestowana przez dwóch facetów. Jogging o północy - głupota bo rano wszystko pobli. Nawet rzęsy. Krótko? No bo po prostu czasem więcej nie trzeba... I nawet naleśniki z kotletem mogą smakować xD

fotki możliwie się pojawią kiedyś... ale musimy to przemyśleć ;)

skomentuj (1)


panna anna & wakacyjny wyjazd. 2010-08-19 00:35:43

Jeśli chodzi o nasze urocze wakacje... to powiem tak. Co za pogoda. Nic się nie opaliłam (a może i nie tak źle, przynajmniej skóra zdrowsza) ale się wynudziłam i już dostawałam bzika. Nic tylko pić i pić. Dla odmiany piliśmy. Naczytałam się książek chociaż. Ogólnie to tyle - nic zbytnio ciekawego.

SUMMER PHOTO STORY.







po drodze na postoju trafiliśmy na stadko bocianów.





dać tylko facetom aparat do ręki. ani pół normalnego zdjęcia xD



ta mina mnie rozwala xD bo byłam zaspana, było mi zimno i wogóle... :P







z ciotką. wiem, że miałyśmy jakąś poważną dyskuję, ale o czym...



mama: jak dzieci. na zdjęciu z tatą.





nie pytajcie. za dużo alkoholu. za mało myslenia. wciąż uważam, że to było jedno z tych nie fair wyzwań, tym razem ze strony ciotki. no bo od początku było pewne, że wejdziemy na tą biedną fontannę.



w moim królestwie. cudowne kolczyki. i kolega z Krakowa xD nie ma to jak szybkie podryw w deszczu... ^^



z tatą. dostałam dwie pary :)
 


Mielno.



przypomniał mi się Kazimierz, jedne z tych lepszyh chwil bez stresu i naszym babskim gronie :)



kefir i maślanka. dłuuuga historia :) no i kredeczki :)



tęczowe paznokcie, zrobiły furorę ^^





bo padało stanowczo za dużo.























Mielno. część druga.





to własnie to, na co chcemy pójść z Owcą xD oby tylko nie po obiedzie.











w tym sezonie raczej przegrałam.

skomentuj (2)


panna anna & działkowe spotkanie. 2010-07-31 00:39:36

Wszystkim pannom, z dobrych domów, szanujących siebie i innych. Z dobrą i złą i jeszcze gorszą reputacją. Moje drogie jesteśmy cholernymi grzesznicami. I jeśli nie jesteście gotowe na pokutę, karę i wyrzuty sumienia unikajcie chłopców, który serwują Wam rum z colą, nie dajcie się prowokować, a przede wszystkim same nie prowokujcie. Jeśli widzicie basen wejdźcie do niego same, bo jeśli raz Was wrzuca do basenu ubraną w białą sukienkę – to i tak to nie robi różnicy – i tak wszystko zobaczą. Na końcu i tak będą nazywać tą pyskatą – i całkiem zresztą słusznie. Wygrać w basenie możecie, ale męskie ego, które zostanie urażone wezwie posiłki. Aha i nie zakładajcie się, ale to nie zakładajcie się pod żadnym pozorem, że coś zrobicie albo czegoś nie zrobicie. Nie róbcie tego!!! Chyba, że następnego dnia nic nie będziecie pamiętać. Ja dziękowałam za wodoodporny tusz. I wydaje się Wam to prozaiczne. Niech nie będzie. Pamiętajcie, że spanie na działce z dwoma chłopcami nie wróży nic dobre. Nawet jeśli ten jeden jest totalnie zalany, to nad ranem może się aktywować o wiele za wcześnie niż pożądałaby tego pozostała dwójka. I zawsze, ale to zawsze pilnujcie swojego biustonosza! A jeśli macie rano marsz wstydu przez całe osiedle, to pamiętajcie pożyczyć sweter, który zakryje niezidentyfikowane plamy na sukience i wymyślić dobrą wymówkę na masę ran, którą zdążyłyście sprawić sobie, w niewiadomo jakim czasie. Pamiętajcie wszystkie panny, działkowe imprezy nie są wcale takie niewinne… Chcecie radę? Jedną jedyną? Nie mieszajcie. NIGDY. Bo wstępujecie na złą drogę, z której nie ma odwrotu.

skomentuj (3)


panna anna & wizyta u dziadków. 2010-07-09 16:57:43

Rano wstałam i się trochę ogarnełam. Maryś mi napisała, że juz jedzie.
Tak więc przy gorącej czekoladzie i kakale wybrałysmy pare filmów dla Maryś.
No bo to ja muszę dbać o jej filmową edukację.

Posiedziałyśmy sobie i potem poszłysmy do wypożyczalnie.
Ile radości sprawia chodzenie wśród pułek z filmami. Mogłabym tam zamieszkać.
Potem po udanym wyborze siadłyśmy pod drzewem i prawie przegapiłyśmy autobus.
Ale ten nasz refleks i zgrane akcje.
Jak wysiadłyśmy to wybrałysmy się na pocztę, gdzie myślałam, że zakwitnę.
No ale ok. Kiedy przybyłam już u dziadków zjadłam pierogi z jagodami. Mniam.
Lubię tam poprzebywać trochę, odpocząć i nie musieć się niczym martwić.
No oprócz naszych rytualnych dogryzań z dziadkiem - no ale jedna krew zobowiązuje.

Kupiła mi babcia 3 cudowne lakiery z miss selene. Cudowny błękitny, słoneczny żółty i uroczy fiolet.
Mam obsesje na ich pukcie.

W niedziele Maryś oddała mi płytę, a ja wieczorem wróciłam do domu.
A za tydzień impreza.

skomentuj (1)


panna anna & dzień z maryszką 2010-07-08 16:35:09

Dzisiaj razem z Maryś postanowiłyśmy wybrać się na zakupy. I powiem Wam jedno - do cholery dlaczego zawsze jest tak jak byś nie powinno!!! Naprzykład podczas tej wizyty wszystko na mnie dobrze leżało - oprócz jednej jedynej rzeczy, która tak bardzo chciałam.
Ale ogólnie kodediowe to były zakupy, a dzień był wyjątkowo udany.

Wystąpili:

  • boska sukienka - jedyna, której nie byłam pewna jak włożyłam
  • zabójcza sukienka - zabijała, ale śmiechem, a samo wspomnienie wciąż wywołuje nasz śmiech.
  • męska koszulka z angielską flagą - jako jedyna kupiona rzecz
  • fioletowy top - świetny, ale wersja w beżu - pasowałaby tylko do łózka
  • szalik - który w ostatniej chwili odłożyłam
  • spinki - które mam, ale oczywiście ten kolor, który chciałam nie mógł być z drugim innym, tylko z tym samym, bez sensu
  • opaski - chciałam tylko jedną, to po cholere tyle jak nie mam kasy?
  • zeszyty - oczywiście Lasń ma w ciul zeszytów, ale te mnie zabiły, znowu
  • książka o paryżu - subtelnie i z czułością przezemnie przejżana
  • magazyn za 268 zł - i to nie jest żart

  • moje załamanie nerwowe - czemu nie wygrałysmy w jakiegoś lotka??
  • Anna - załamana i zdenerwowana
  • Maryś - rozbawiony gość specialny

Jedyny miły akcent, ze Maryś podarowała mi uroczą kosmetyczkę, w której absolutnie się zakochałam. I'm love it. Dziękuje :*

skomentuj (1)


panna anna & spotkanie z panią owcą. 2010-07-01 16:47:00

Spotkałysmy się wreszcie z Owieczką po nie wiem jak długim nie widzeniu się.

To było miłe spotkanie - jak każde nasz - nafaszerowane głupawkami i napadami śmiechu.
Czy my zawsze mamy takie dziwne wizje. ??

Przykro mi, że jej się nie udało i 3mam kciuki, żeby reszta poszła dobrze.
I oby wypalił nam jakis wakacyjny wypad :)

skomentuj (1)


panna anna & zdana matura 2010-06-30 16:41:00

NO TO JESTEM STUDENTKĄ.

Matura w pełni zdana.
Polski, który był moją ambicją poszedł nie najggorzej.
Mogło być lepiej, ale i tak jestem z siebie dumna.

Opita w Mexico.
Z Karolajn na naszych zwykłych wojażach.
Teraz już tylko Mexico się napić w Mexico xD

ZDALAM.

Jestem z siebie dumna.

skomentuj (1)


panna anna & wrocławski happy start. 2010-06-27 16:22:48

Tak więc po imprezie u wujka Rycha trzeba było się poważnie ogarnąć i wybrać na egzaminy. No i jak to przy egzaminach - ewentualnie można się przygotować. W sobotę miałam zawitać na ślub MM ale niestety nie dałam rady (dla Młodej Pary - WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO :*) zdążyłam tylko do dziadka podskoczyć po pare rzeczy, do Owcy po kufer na farby, który był u niej na przechowaniu i do domu pakować się.

NIEDZIELA 20 czerwiec

Wyjechaliśmy nieco później niż planowaliśmy, ale jednak i tak byliśmy we Wrocławiu dosyć wcześnie. I pomijając fakt, że nie mogłam dodzwonić się do Madzi to wszystko było bosko. Zaraz po mnie przyjechał Gabryś i kiedy już zainstalowaliśmy się u Madzi postanowiliśmy ruszyć na miasto. Najpierw poszukiwaliśmy jakiejść radosnej knajpy.
Okazało się, że chłopak Madzi jest moim sąsiadem z osiedla - i pomyśleć, że dopiero teraz we Wrocławiu się spotkaliśmy.
Potem postanowiliśmy wyruszyć na Wyspę - miejsce, które osławione było przez studentów i pobliską społeczność. Piliśmy piwka i karmiliśmy kaczki przy Odrze. Potem przyszła Kamila. Po zachaczeniu o sklep i kupieniu wystarczającej ilości alkoholu wróciliśmy do Madzi. A tam pożywiliśmy się kolacją przygotowaną przez Madzię, poznaliśmy królika i zawojowaliśmy taras. Potem Kamila i Gabryś (który nocował u Kamili) pojechali, a my położyliśmy się spać.

PONIEDZIAŁEK 21 czerwca

Wstałysmy rano z Madzią na luzie. A potem jak głupie (błędem było nie przygotować sobie tego wcześniej) podpisywałysmy prace i latałysmy ze wszystkim. To co najgorsze to, że padł samochód i Madzia poleciała po taksówkę. Szybko więc się zainstalowałysmy i pojechałysmy pod uczelnię. I jak zobaczyłam Gabrysia to zastanawiałam się czy on i Kamila wrócili do domu, czy nawet tam nie trafili, ale balowali i przyszli tutaj. Stan pernamentnie beznadziejny Gabrysia nieco mnie rozbawił, ale dzięki Bogu za to, że był na liście dopiero 60 któryś. Jak szłam Mafia była już po teczce (spanikowana chociaż niepotrzebnie). Na mojej prezentacji panowała miła i radosna atmosfera. Na początku oczywiście wszyscy byłi zajęci Madzią, która pomagała mi wnieść prace, ale tylko jak zamknęla drzwi życząc mi powodzenia wzrok został skierowany na moją osobę. Bo ja chaotycznie zaczełam rozkładać prace,a jeden z panów powiedział, że spokojnie mogę przestać bo już widzą jakie mam prace. Usłyszałam, że mam bardzo dobre rysunki i malarstwo, żaba zrobiła furorę i fakt, że byłam przewodniczącą Plastyka został przyjęty bardziej niż entuzjastycznie. Nie mogło być lepiej. Z resztą też nie było źle. Ale Gabryś i Kamila już nie byli tacy chętni, aby pić :) pojechaliśmy więc do Madzi, a potem do dziewczyn. U nich chwilę spędziliśmy - ja głównie na pokazywaniu im swoich starych tematów z kompozycji, jak jeszcze miałam iść na wzorki. Potem udaliśmy się na obiad, chwilę na ławki. Przeszliśmy się po akademi i wywiesili wyniki dopuszczonych do drugiego tematu. Potem dzień jak codzień. Piwko i do następnego.

WTOREK 22 czerwca

Tym razem już w pełni przygotowana i pełne nadzieji, że tym razem auto jednak nam odpali byłysmy wyrobione nieco lepiej niż poprzedniego dnia, no ale.... Auto oczywiście omówiło nam posłuszeństwa, ale jednak, że miałyśmy nieco więcej czasu to pojechałysmy tramwajem. Oczywiście się spóźniłam, co zostało przyjęte z uśmiechem przez jednego z profesorów. Znalazłam sobie miejsce na malarstwie - naprawdę było tragiczne. Nie dość, że martwa była wyrzygana (dosłownie w wyrzyganych kolorach) to miałam takie miejsce, ze prawie nic nie widziałam. Ale ok, Lasoń zawsze sobie poradzi. Rysunek był już duzo lepszy, może zero odejścia do tyłu, ale modela miałam w idealnym miejscu, a i sam model był na tyle charakterystyczny, że była bardzo zadowolona. Potem wybrałam się do Mafii, Ochutko i Martynki. Sprawiło mi to nieco problemu - ale w końcu co Lason, to Lasoń. Na miejscu padnięta padła. Pogadałyśmy, pośmiałyśmy się i napiłyśmy piwa. Zrobiło się późno więc wróciłam taksówką. Byłam wykończona, a po dwóch piwach czułam się nieźle wstawiona. Padłam szybciej niż można byłoby pomyśleć. I nawet Madzia mi łóżko rozłożyła - i love her.

ŚRODA 23 czerwca

Auto wreszcie nas posłuchało. Pojechałysmy na drugi oddział Akademi gdzie miałam kompozycje. Madzia jeszcze podwiozła mi jeszcze drugą teczkę od Gabrysia. Po pierwszej części profesor dobrze nam znany wyrzucił nas prawie z sali, no musimy odpocząć. Siedziałysmy na palach w parku akademi i dostawałysmy głupawy. Druga część też dość sprawnie - nie macie pojęcia jak na mnie ludzie patrzyli kiedy wyjełam deskę i zaczełam napieprzać w glinę. WTF? xD po wszystkim doszłam na Plac Polski gdzie po drodze spotkałam idące do domu dziewczyny, w stanie opłakanym. Gabryś i Kamila siedzili na ławce, gdzie czekaliśmy na Madzię. Pojechaliśmy do niej, a potem na zakupy. Zachaczyliśmy o działki, rozeszliśmy się. Zmęczenie dało o sobie znać.

CZWARTEK 24 czerwiec

Ostatni dzień juz na pełnym lajcie, z Madzią przygotowałyśmy moją znajomość projektantów szkła, pojechałysmy na Trauguta i Madzia chwilę ze mną jeszcze pogadała - bo do mnie zostało jeszcze pare osób. No więc wyszłyśmy na dwór  - akurat spotkałam idącego Gabrysia. Potem gdy przyszła już moja kolej zrobiłam furorę xD
No ale nie mogło być inaczej :) pytań na temat pracy nie było - bo wyczerpałam temat, reszta konwersacji miła, przyjemna i w pełni satysfakcjonująca. Byłam z siebie absolutnie dumna. Poszłam do wzorników. Wspieraliśmy się wspólnie. Poszliśmy na obiad do KFC, potem przyszła Kamila, a dziewczyny kiedy mineła ich kolej poszły. Kiedy Gabryś skończył postanowiliśmy się spotkać w knajpie koło mieszkania dziewczyn. W knajpie tak burżuazyjnej, że szkoda gadać - z Kamilą piłysmy Orgazm - całe 12 zł. Potem wśród wielkich podrózy - znów wszyscy spotkaliśmy się na rynku, skąd wybraliśmy się pod Akademię, gdzie kończyliśmy tą miła imprezę.

PIĄTEK 25 czerwca

wstałysmy później. Zjedliśmy śniadanie, na wielkim i totalnym luzie. W trójkę poszliśmy obejrzeć wyniki i niestety po drodze spotkaliśmy zapłakaną MArtynkę, powiedziała mi tylko, że wiszę jej flaszkę - a to znaczyło tylko jedno, nie zdała. Czułam się jakby ktoś wylał na mnie wiadro zimnej wody. Wyszła i zobaczyłam Mafię z tatą. Rozmawiałyśmy chwilę, pytałam jak reszta, Mafia 2, Ochutko 7, Gabryś 12, Iza 1. Ja też pierwsza. Było mi miło, ale się nie cieszyłam az tak. Poszłyśmy na górę pod listę i MAdzia z uśmiechem do mnie krzykneła - jesteś pierwsza, cieszysz się? Cieszyłam. Byłam najlepsza ze wszystkiego, oprócz rysunku w którym jedna osoba wyprzedziła mnie o 0,4 pkt.
Ale jest, jest, jest. Marta była zadowolona, profesor gratulował. UDAŁO SIĘ. Potem pojechaliśmy na fonntannę. Posiedzieliśmy, napiliśmy się piwka. Później Kamila i Gabryś pojechali coś zjeść, a my po gości na dworzec. Poetem już na obiad do MAdzi i na wyspę, gdzie spotkaliśmy się większą ekipą. Dojechał brat MAdzi jeszcze, wrócili Gabryś i Kamila. No i tak świetowaliśmy, piliśmy po góralsku, śmialiśmy się ze wszystkiego. Okazało się, że Ania, jest córką jednego z profesorów z Plastyka - cholera jaki świat jest mały. Potem poszliśmy do knajpy gdzie się wytańczyłam i wyszalałam. Idąc na autobus szliśmy z fantami w postaci kufla z knajpy - który jako wielka dolewka uzupełniałam. No cóż ja jestem przygotowana na każda sytuacje. Niestety musieliśmy spory kawalek iść z buta. W domu czekoło Kubę nadmuchanie materaca, a my z Anią spałysmy sobie razem na łózku bez problemu. Nam przynajmniej nie zeszło powietrze z materacu.

SOBOTA 26 czerwiec

Grześ nas obudził i zrobił kawę. My jeszcze doszliśmy do siebie i po śniadaniu opanowaliśmy balkon, gdzie sobie trochę pogadaliśmy. Koło południa zawieźliśmy Anię i Kubę na dworzec, bo musieli juz wracać, a my na fontannę. Tam trochę się poopalaliśmy i posiedzieliśmy. Niestety trzeba było wracać do domu, żebym mogła się spakować bo tata miał przyjechać - a jeszcze Ochutko do mnie zadzwoniła, że jest spotkanie z Rychem na Grabowej. No, a jeśli Grabowa wzywa to nie należy tego lekceważyć :)

Madzia i Michaś dostali mój najbardziej udany w życiu obraz w ramach podziękowania, jak tam będę u nich muszę sobie zrobic zdjęcie i im go podpisać :) Do Sosnowca dotarliśmy w 1,5 godziny.
A na Grabowej zostałam tak miłe powitana, że aż mi się nie chciało wychodzić :) Oczywiście ja byłam tą, która się spóźniła. Ale i tak pogadaliśmy. Zostałyśmy poinstruowane jak się mamy zachowywać we Wrocławiu. Mnie wywróżył bajeczną przyszłość - no oby :)
Mafia odwiozła mnie do domu, ale wcześniej miałyśmy przygodę na stacji benzynowej. Szaleństwo.

UDAŁO SIĘ :)

skomentuj (1)


panna anna & ostatni tydzień na grabowej. 2010-06-20 09:02:09

Grabowa to historia, a może nawet Historia przez duże H pisana. To historia jak bardzo gdy czegoś się pragnie można poświęcić. Swój czas, siłę, energię, życie towarzyskie... Słabości stają się słabostkami, a słabostki błahostkami. A teraz podczas ostatnich dni, ostatnich chwil, wszystko wydaje się wręcz niemożliwe. Nie dociera do mnie - koniec. Koniec i już? Po tak dlugim czasie. Nie wyobrażam sobie narazie życia bez plastyka, bez Grabowej i Rycha. No bo jak????
Ostatnio ogarnia mnie paraliżujący strach. Wrocław, ok super - spełnienie marzeń, ale zaczynam się najzwyczajniej w świecie bać. Myślę sobie, że to zdrowo, że może dzięki temu nie oszaleję, nie uderzy mi woda sodowa do głowy. Nie daję się temu strachowi paraliżować, bo nie chce tracić prawdziwej siebie.
Ostatni półakt, na rysunku profesor pozwolił mi przejść na malarstwo na moją własną prośbę. Pejzaż, który zrobiłam ze zdjęcia z Kazimierza wzbudził ogramny zachwyt co mnie cieszy. Długo bowiem trwało, żebym tak poczuła malarstwo, tak pewnie i świadomie się w nim czuła - dzięki Marcie. I dzięki jej za to!!
Już nie robię obrazu, a go maluję, to duży i znaczący dla mnie samej krok do przodu. Krok na jakiejś nowej drodze, a może ten ostatni na tej, która się właśnie kończy.
W czwartek skończyłam swoją najlepszą martwą, w piątek po kompozycji oblewanie. Oprócz mojego pochorowania wszystko nadzwyczaj udanie. No może pomijając stolik. Cóż wszystko musiało ulec zmianom :)

A tak się zżyliśmy dzięki grabowej. W sumie w tym roku było więcej wspólnego wsparcie i pomocy. No i nasze przed zajęciowe piwo. Expo silesia, i krzaki przy przystanku na Os. Piastów. Długie rozmowy i szaleństwa....

No więc pozdrawiam grabową ekipę - całą bez wyjątków (?) przynajmniej ta mi najbliższą :) - Mafię, Ochutko, Marcelkę, Martynkę, Matejkę, Karolinkę, Tańculkę i Gabrysia i :)
Z gorącym podziękowaniem i głębokim szacunkiem - dla wujka Rysia i Marty :)

skomentuj (2)


panna anna & zakończenie roku ostatniego. 2010-05-31 20:47:40

To było zakończenie.
Ojjj było, było. Nie mogę powiedzieć.
Dzięki Bogu na wesoło, bez sentymenalnych wspominek. Oszczędziło to bowiem nieco łez, a nie poskąpiło śmiechu. Dostaliśmy cudne upominki, zostaliśmy po raz kolejny odypytani (i jak zawsze klasa IVLP) chciała zgłosić 'np', ale nie udało się.
Dostałam cudne podziękowania od dyrektora - byłam szczerze zaskoczona tymi wyznaniami, lecz szczerze mnie to ucieszyło.
Potem Mexico... opowieści, opowiastki, brudzie i wódeczka :) tego ostatniego chyba najwięcej.
-Jaka była taka była, ale musicie przyznać, że z Lasoniową było zabawnie. - wyznanie mojego promotora :)
Potem już tylko stoliki, ławki i plenery.

Po czterech latach koniec mojej przygody z ZSP, przynajmniej jako uczennica :)

skomentuj (0)


panna anna & ostatnie dni w plastyku. 2010-05-25 13:36:17

Wczoraj.
Zawitałam do szkoły. Z Pietrasem. Trochę tu trochę tam, na chwilkę.
Siedząc na ławce przed szkołą zaczął padać deszcz. i owczywiście Pietrasinio z hasłem:
-Jak ja lubię sobie tak siedzieć jak pada.
No to jak zaczęło padać to przestała lubić siedzieć w deszczu. 3 minutowe opady gradu.
Nic tylko iść i usiąść z nią na ławce :)

Dziś.
Umówiona z Katariną i Kamilką. Opróżniałam szafkę.
30 minut, jedno pudło i reklamówka, spakowane 4 lata.
To dziwne uczucie, coś się już kończy... kiedy to minęło?
Z Kamilką byłyśmy u pana K. Wypiłyśmy kawkę i poplotkowałyśmy.

Jutro jedziemy jeszcze na chwilę. Ostatnie podpisy na obiegówce.
A w piątek zakończenie roku.

Koniec pewnego rozdziału.

skomentuj (1)


panna anna & matury. 2010-05-23 20:45:51

4 maja (wtorek) - matura pisemna z polskiego
początkowo nie było najgorzej. muszę przyznać, że do tej pisemnej nie przygotowywałam sie wogóle. stresu nie było do momentu jak się ogarnęłam, że nie mam dowodu. ale jakoś poszło. sama matura dość przyjemna. ale nie mogłam uwierzyć, że ja kuźwa piszę maturę -tak o, na poważnie. o jaaaa...

5 maja (środa) - matura pisemna z matematyki
no i tu stres był. pani mm powiedziała, że pierwszy dotknięty kalkulator to był mój i że to na szczęscie było. no i w sumie nie moge się nie zgodzić bo faktycznie najbardziej bolesna matematyka nie okazała się taka zła.

6 maja (czwartek) - matura pisemna z angielskiego
tu miał byc luzik, spoko maroko, wchodzimy i piszemy i jest bosko. no i co? i okazało sie, że matura, do której podeszliśmy na największym luzie okazała się najgorsza. ale miejmy dobre przeczucia.

13 maja (czwartek) - matura ustna z polskiego
wyczakana i ulubiona część. stresik był lekki i mogło być lepiej, ale i tak jestem z siebie zadowolona. dzieciaki na takie przygotowanie jak nasze to wybitne wyniki są.

19 maja (środa) - matura ustna z angielskiego
powiem szczerze, że zaliczyłam mocny zgon i nie wiedziałam co się ze mną dzieje. uspokoiłam się dopiero po. trafiłam na przyjazny zestaw no i komisja była sprzyjajaca. zdane powyrzej oczekiwań, ale na równi z tym co miałam wyćwiczone. i ogarnął mnie taki spokój. no nie może być źle.

a teraz to już egzaminowy półmetek. no bo po maturach, ale przed egzaminami na studia. aaa zapomniałabym te studia to jednak szkło i to we wrocławiu. jak się uda będzie bosko.

skomentuj (7)


panna anna & spełnione marzenie. 2010-05-04 22:32:54

Nr 18 z mojej listy spełniony :)
Dziękuje Maryś :*

Pare rzeczy z tej listy jest częściowo spełniana :) ale o tym po maturkach :)
Będzie też aktualizacja.

Właśnie ogarnełam jak się w to gra xD chyba.

Dziś matury się zaczeły. Dokładny opis po zakończeniu wszystkich pisemnych.

Trzymajcie za nas kciuki. Jutro najgorsze bo matma.

skomentuj (12)


panna anna & lista życzeń. 2010-05-02 03:10:41

Zastanawiałam się nad tym, po naszych rozmowach z Maryś. I zaczełam się zastanawiać czy to marzenia, życzenia czy rzeczy, które bym chciała. I jaka jest różnica? Czy jest różnica? I myśląc nad tym jeszcze wczoraj pewnie znalazłoby się tu tylko (choć nadal tak myślę) żeby tylko zdać te matury i egzaminy, dostać się na studia i być zdrowych, a całą resztą zajmę się osobiście. Ale co tam piszę o pierdołach i rzeczach ważnych, poszukiwanie zdjęć mnie doprowadzało do szału bo niektóre z nich zaprezentuje, a niektórych się po prostu nie da. Wiele marzeń się spełniło, wiele się spełnia... to lista tego co jest przedemną :) niektóre z nich są rozbudowane, złożone..

Rzeczy chciane, życzenia, marzenia... 
(kolejność przypadkowa, raczej)

Tego nie zobaczycie:

1. Zdać maturę, egzaminy, dostać się na studia, zdać prawo jazdy.

2. Mieć w przyszłości wspaniały, słoneczny i otwarty dla ludzi dom, z dużą pachnącą ziołami kuchnią, z sypialnią z własną garderobą, z łazienką z ogromną wanną, z przestronnym salonem z miejscem dla każdego gościa i oczywiście z moją pracownią. Gdzie mogłabym robić witraże (bo przecież nie tak wiele trzeba), gdzie bym malowała i rysowała i mogła projektować. I taki duży ogród, z drzewem, które on posadzi, huśtawką i słonecznikami za domem, bo ja też je kocham.

3. Móc pracować tam gdzie się spełnię. Praca, która nie będzie dawać tylko pieniądze na egzystencję, ale i satysfakcję. Która nie ogranicza, a rozwija. Jako projektantka, dziennikarka, felietonistka, pisarka. Chciałabym robić wiele rzeczy.

4. Doczekać się rodziny fajnej. Męża, z którym się nie pozabijam i dzieci. Bo to, że dam sobie z nimi radę to mi wszyscy mówią :) A więc może 3? Ale koniecznie 2. I żeby przy porodzie nafaszerowali mnie lekami tak, żebym chciała kolejne dziecko :)

5. No i zdrowie. Zdrowia to życze nam wszystkim.

6. Chciałabym być szczęśliwa, tak po prostu i jak kolwiek naiwnie to brzmi.

7. Chciałabym podróżować, zwiedzić całą Europę, Amerykę, Azję i Australię. Marzy mi się podróż do Francji, koniecznie Paryż i 7 i 9 dzielnica. Pigalle. Ohh tak z Moulin Rouge i Folies Bergere na czele. I prowansję obejrzeć, Lazurowe Wybrzeże. No i przy okazji Monako by pooddawać się hazardowi. I do Włoch znowu, na prawdziwą włoską kawę. Tym razem na spokojnie wrócić do tych pięknych miejsc. Bo i Francję i Włochy szczerze uwielbiam. Do Angli na popołudniową herbatę, posłuchać jak tamtejsi mieszkańcy mówią z tym cudnym akcentem. I przy okazji Irlandię i Walię obejrzeć. Móc jechać do Portugali, Grecji i Hiszpani. Coś cudnego to podróż do Afryki i Australi. I nie musieć się niczym martwić. A potem Azja i koniecznie przystanek w USA. Nowy Jork naprawdę mnie zachwyca. Ja mam chyba jakąś manię wielkości, ale jak grzeszyć próżnością to tylko na Manhattanie. I już stąd to tylko do Peru, Brazyli czy Argentyny. Bo ja naprawdę kocham podróżować.

8. Upić Pietrasa bym chiała. Niebawem :)

9. Nauczyć się wreszcie do końca jogi, mniej przejmować, więcej spać, zdrowiej odżywiać. I schudnąć z 10 kg.

Niektóre, zeczy większe i mniejsze, które zaprezentować mogę:

10. Buldoga francuskiego. Taki z łatkami, albo czarny :) Miniaturki. W sumie mogą być dwa.



lub



11. Własną biblioteczkę, z ulubionymi książkami i zbiór dvd.



12. Okulary Nerdy do chodzenia na codzień, no i powiększenia mojej kolekcji przeciwsłonecznych.



13. Brum-brum oczywiście (no ze zdanym prawkiem) fiat 500.



14. Prentumeratę moich 3 ulubionych (zagraniczych pism)
VOGUE USA & U.K. // ELLE U.K. // VANITY FAIR







15. Aparat POLAROID. Z kliszami najchętniej.



16. Albumy z zdjęciami Annie Leibovitz.
AT WORK // WOMAN // AMERICAN MUSIC // A PHOTOGRAPHER'S LIFE // AMERICAN OLYMPIANS // PHOTOGRAPHS // PHOTOGRAPHS 1970-90



17. Wywołać masę zdjęć, która na mnie czeka. I móc sobie przyozdobić nimi ścianę i wogóle co się da.



18. Monopoly Deal, lub po prostu planszówkę. Ogólnie Monopoly mnie ucieszy.



19. Taka torba.



20. Ksiązki (choć była już mowa) to np.:
O HOUSE'ie // autorów: JANE AUSTEN, ERICA-EMMANUELA SCHMITTA, HELEN FIELDING // z serii: CSI czy JAMES BOND itp















21. Jakieś nowe obiektywy do mojego Nikona.



22. Kosmetyki Inglota w dużych ilościach, w szczególności cienie do powiek i lakiery do paznokci.



23. Short Inoxcrom - pióra.



24. Odtwarzacz muzyki z dużą pamięcią. Z chęcią Ipod, kolorowy nano.





25. DVD z ulubionymi serialami (chociaż już i o tym mowa była) to np.:
HOUSE M.D. // DESPERATE HOUSEWIVES // CSI: LAS VEGAS // SCRUBS // DEXTER // GRAY'S ANATOMY // 8 SIMPLE RULES // HOW I MET YOUR MOTHER // GILMORE GIRLS itp.



26. Kolorowe filce. Wstążki, nici, guziki.



27. Zniżki w Empiku. Bo uwielbiam ten sklep.



28. Kolekcje kartek Andrzeja Tylkowskiego.



29. Pare ciuchów i dodatków. np.:
NOWA KOLEKCJA NEW YORKERA // TORBA Z REVEL // MARYNARKA SPORTOWA // SUKIENKA Z TOP SECRET
















(tą najbardziej :))



tu tylko kolekcja z NY.

I tyle. Wszelako. Może coś jeszcze będzie.

P.S. Maryś znaj moje poświęcenie!!!! :P

A Wy jakie macie marzenia?? :)

skomentuj (5)


panna anna & stresy przedmaturalne. 2010-04-29 00:36:28

Boję się już absolutnie wszystkiego.
Chwilami lajtówki i uspokojenie się. A potem znowu sted. I już nie wiem czy chce mi się jeść, wymiotować, płakać czy krzyczeć. Przerasta mnie to. Niby nie boję się polskiego, bo wierze, że jakoś zdam, angielski pisemny jak narazie i tak wychodzi mi najlepiej. (Dzięki Bogu za moje filmy i seriale w wersjach oryginalnych z napisami więc 2 częsci -ze sluchu i rozumienie tekstu pisanego - bez problemów) boję się pisania i ustnej. Boję się. Ostatnio na korkach popłakałam się nerwowo. Zostałam poczęstowana nawet winem. Przynajmniej mam miłe warunki. Polski ustny to rodzaj wyzwania dla mnie, w końcu to moja dziedzina. Ale strach mnie łapie przed matematyką. Ok zdałam próbne, ale to były próbne. A teraz zmagam się z szarą rzeczywiśtością.

Macica się nademną pastwi. To chyba jej ulubione zadanie. I po co nam ona? Żeby dzieci rodzić? Rodzenie jest przereklamowane. Ja mam być tak nafaszerowana lekami, że mam nie pamiętać jak się nazywam - i to nie są żarty.
Ogólnie zbutnowały się też moje żyły i martwię się, że coś jest nie tak. Uczucie jakbym miała ciągły skurcz lub jakby ktoś skręcał mi w środku żyły. I ciermną mi dłonie. Dodam, że zaczeła mi się wysypka na tle nerwowym. Jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa. U mnie nie może być po prostu dobrze?

I jeszcze egzaminy, powoli zaczynam się stresować i nimi. Czuję, że zaraz wybuchnę płaczem, albo w środku mi coś eksploduje.

Jak ja nienawidzę matur. I po co nam to? Kolejny świstek, którego jak nie masz nie możesz studiować. Poryte.

skomentuj (5)


panna anna & zachwyt wycinankami. 2010-04-26 01:07:46

Jak dziś buszowałam po necie znalazłam piękną rzecz. Wycinanki francuzki Julie. Robi różne rzeczy, ale mapy Londynu, NYC i Paryża mnie powaliły na kolana. Jest od dziś moim Bogiem.

A nas Tańculka szlag trafiał na kompozycji jak mamy wyciąć coś. A to w formacie A2.
Takie bym chciała na ścianie jedno.

Moje nowe postanowienie? Zrobić kiedyś coś takiego. Taki psikusoland. Haaa.



LONDON (jak mieszkać tu, to tylko w Notting Hill)



NEW YORK (jak mieszkać tu, to tylko na Manhattanie)



PARIS (jak mieszkać tu, to tylko w 9 dzilnicy, przy Placu Pigalle - przy granicy z 8)

Chcę jeszcze odwiedzić Paryż. Dzielnicę Pigalle. Dzielnicę rozpusty.
I miło by było zobaczyć Nowy Jork. I przejechać się żółtą taksówką.
No i Londyn. Lecz być tam to głównie dla tego boskiego akcentu.

skomentuj (2)


panna anna & wiosna. 2010-04-25 19:39:13



pierwsze słoneczne dni.
a la polaroid. muszę mieć.
moje nowe marzenie.

reszta notek jak tam wogóle u nas - wkrótce.
wybaczcie.



nienaturalny rudzielec. ale dopiero w słońcu widać jego urok.
niestety nie tak uroczy jak na zdjęciach.

skomentuj (10)


panna anna & zdanie dyplomu. 2010-04-20 00:47:08

środa i czwartek (7 i 8 kwietnia)

fizycznie i psychicznie spierałam kolegów. w środę jednak nie tak obficie i radośnie jak w czwartek.
Kamilka, Kasica i Tańculka zdały. wybornie i bardzo dobrze (chociaż Tańculka dostała 4 - a naprawdę powinna mieć 5!!) Tańcul łączę się z Tobą! Rude zawsze razem.
w czwartek już od samego rano, od moptu, przez tramwajowy dojazd, szkołę i przy szkole byłam z ekipą naszą. no i Martynka, Karolinka, Gabryś i Paulina zdali żyją jest ok :) (Martynka sytuacja jak z dnia poprzedniego z Tańculką) ale i tak sie cieszyliśmy. Już przed wynikami postanowiliśmy na odwiedzenie biedronki no i kupienie prowiantu. Ja do dnia dzisiejszego nie wiem jak potoczyły się losy tych czipsów co znikneły mi z oczu podczas naszego przemieszczania się. no i można powiedzieć, że ja swój dyplom oblałam zanim go jeszcze zdałam. ten dzień można ująć w jedyn słowie wybitnie. i Ci co mają wiedzieć czemu wiedzą.
najwytwalsi zostają na ławkach nawet jak jest ciemno. Amen.

piątek (9 kwietnia)

nasza obrona. znaczy się moja i panny Pietras. no i zaczełam chodzić w szczególności po uprzednim wspomnieniu przez profesora o tym, że na pewno padnie pytanie, które tak uwielbiam - czemu flamingi nie mają oczu? HA. I nie chce... a właściwie to chcę powiedzieć A NIE MÓWIŁAM!! To się ze mnie śmiali, że landrynki, żeby dorysować, dokleić guziki. Haaaaa!!!!!
Ale wymyśliliśmy. Na ławkach w czwartek wymyślił Gabryś i z Karolinką to podrasowałyśmy i odpowiedziedź jest. Bo my jesteśmy boscy. Haa! :P Ale nie powiem stres był. Lekko chodziłam. Na liście byłam jako 3. Owca przyjechała nas wspierać. Pani B. zawołała mnie do galeri na per 'czerwonousta'. Kopniaki przed wejściem tak mnie rozbawiły, że jak już weszłam na tą salę to za bardzo nie potrafiłam się ogarnąć. Ale jak już się ogarnęłam i Profesor do mnie podszedł wziąść pisemną i usłyszałam Uczennica Anna Lasoń to poczułam, że zrobiło się powarznie. Ale nie straciłam na animuszu. Nie zbiło mnie z tropu wypytywanie przez jedną osobę z komisji. Byłam przygotowana jak chyba nigdy wcześniej i nie było pytania na które nie znałabym odpowiedzi. Czułam się po raz pierwszy tak cudnie. Byłam z siebie dumna - bo to była dobra robota! Rozbawiłam komisję, wyczerpałam temat i pokazałam osobie, której chciałam swoją kompetencję. Grzecznie, uprzejmie, z uśmiechem. Jeeeeeeeeeeee. Dostałam 5. Pietrasinio też. Zdałyśmy jest cudnie, jeeeeeee. Jeeeee jeeeee jeeeee. *dziki taniec radości*. Oczywiście na wyczytywaniu się nie słyszałam. Więc ja desperackie spojrzenie na profesorów. I czuję jak przybieram koloru flamingów na twarzy. I mówię.
- Mnie nie wyczytali.
Chwila konsternacji na twarzy, spojrzenie na mnie. I powoli lekki uśmiech. Profesorowie patrzą na mnie jakby nie wiedzieli o co mi chodzi.
- No wiesz Anka kogo nie wyczytali ten nie zdaje.
- Walczyliśmy o Ciebie, ale niestety nie udało się.

Poza tym, że zmiękły mi kolana, poczerwieniałam jeszcze bardziej, zrobiłam lekki wytrzeszcz, a potem zaśmiałam się nerwowo - to naprawdę nic nie zdradziłoby mojego szoku. Po chwili znęcania się i moim nie uwierzeniu i "Ooooooczywiście" z moim ulubionym przeciągnięciem samogłosek poszłam do Pani Dyrektor dowiedzieć się co mam to mnie jeszcze dyrektor opieprzył, że nie słucham, a Pani Dorota, że nie wybaczy mi, że nie przyniosłam obiecanego ciasta. Potem już tylko kontrolne telefony, pełna radość. Podziękowałam. Bo chciałam, a nie, że wypadało. I poszliśmy do Mexico. Ale tylko na chwilkę. No jeśli do 19 to tylko na chwilkę :)



oto moje cuda. uwielbiam ten witraż. tak po prostu. cięty. nie wiem ile ma na wysokość. nie znam wymiarów, nie miałam głowy tego liczyć. jeden z większych, choć z najmniejszej ilości elementów :) cięty, malowany, patynowany. w technice Tiffanny'ego.
wiele przygód było gdy go wykonywałam, ale... pokochałam flamingi. :)

weekend + poniedziałek (10 i 11 + 12 kwietnia)

Sobota jakoś minęła, chyba w sumie na wydrukach i ogarnięciu. Dwa kolejne dni na edukowaniu. Nadrobienie 4 lat w 2 dni? Czemu nie? Nie polecam, ale da się. Nie na 6 czy 5 jeśli wogóle jest się zielonym, ale zdaje się. Była narwówka. Giorgione to nasz ulubiony artysta z Owcą, dzięki któremu miałyśmy dyskusję twórczą. Architektury nie trawię. Reszta ujdzie. Dumna jestem z możliwości mojego mózgu. Może ja naprawdę zdolna jestem?

wtorek (13 kwietnia)

Dzień sądu. Popieprzenie z listami jak kto i kiedy wchodzi, ale ogarneliśmy i to. Weszłam jako 5, po Karolince jak to jej zresztą obiecałam. Było to jedne z bardziej stresujących doznań w moim życiu i z pewnością go nie zapomnę. Rozbawiłam komisję. Taaa dość mocno. Nie było najgorzej choć moim ulubionym tematem na pewno nie było tablicowe malarstwo gotyckie. Bleee. Ale w gruncie rzeczy lepsze to niż architektura. Przed wynikami z ogromu czasu poszliśmy na zaproszenie panny Katarzyny na wino z Greece!! 3 całkiem mocne wina. Powiem Wam, że te ławki to boskie miejsce. Ahh te korki, butelki i korkociąg. I nasze zwykłe głupawki. Potem sklepik. Szamanko. No i wyniki. Dostałam 3. Zdaliśmy!!!! Nauczono nas o świętowaniu w żałobę. Zreflektowaliśmy. Poszliśmy więc jak zwykle do Mexico. Przełożyłyśmy rezerwację na imprezę na poniedziałek. (o nieszczęsny poniedziałku xD) Było spokojnie. Powspominałysmy sobie. 4 lata minęły. W chwilę. Ale moi drodzy. Tydzień męki. Nie zmarnowaliśmy przynajmniej czasu ^^ Da się.

poniedziałek (19 kwietnia)

No i oblaliśmy dyplom. Nie ma to jak widzieć po raz 5 człowieka, przez 4 lata i to jeszcze w towarzystwie tylu butelek alkoholu. Nienawidzę krupniku. Złamałam postanowienie "nie mieszać" i pomieszałam i skończyło się to dla mnie jak zwykle zgubnie. Nie powiem czyja to wina (grunt to wjechać Lasoniowi na ambicje - przecież wiadomo, że ja wtedy WSZYSTKO wypije. ja się tak nie bawię) Ale jakoś chyba wolę to niż tamto :P. Spałam u Panny Pietras. Odstąpiła mi własne łóżko, za co dziękuje
Maryś
 :) I śniadanie do łózka. Jak jej nie lubić? :) Tyle :)

skomentuj (2)


10 kwietnia 2010r. 2010-04-11 17:18:37



Boże, Miłosierny Panie, daj duszom sług i służebnic Twoich miejsce w niebie, błogosławiony pokój i jasność Twojego światła.

Panie, wysłuchaj łaskawie naszych modlitw za dusze sług i służebnic Twoich, za które się modlimy prosząc, abyś je przyjął do społeczności swoich Świętych.

Spraw, prosimy Cię, Panie, aby dusze sług i służebnic Twoich, oczyszczone ze swoich win, otrzymały przebaczenie i wieczny odpoczynek. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen. 

A pieć lat temu opłakiwaliśmy papieża.

skomentuj (0)


panna anna & mini miłość candy. 2010-04-03 13:44:11

chcę. tak po prostu. bo cudne są. amen :)

 

polecam :) http://blog.kolikoli.pl/

skomentuj (2)


panna anna & blogowa pełnoletność. 2010-04-03 00:26:31

Zczaiłam!!! Ha no bo plus minus mój blog ma 18 miesięcy !! A licząc, że 18 to zazwyczaj liczba określająca pełnoletność (liczę na miesiące, bo nie wierzę, że w latach wytrzymam - a jak tak to pewnie będę mieć sklerozę, albo nie będę tak błyszczeć inteligencją i na to nie wpadnę :D) więc.... no cholera jesteśmy pełnoletni :D:D Co prawda to 2-go kwiatnia trzeba by było obchodzić, ale jest ledwie pare minut po pójnocy 3-go, a wcześniejszą notkę pisałam za długo po prostu więc uznajmy, że to dziś będziemy świętować :D 18 miesięcy..... Ładnie :D No może pare z tego to jest regularne pisanie - ale zawsze coś tam z opóźnieniami bo z opóźnieniami, ale piszę więc......
JESTEM Z SIEBIE DUMNA.
Doczekałam się 3 komentujących osób, może z 6 regularnie czytających i z 12 które weszły tu przez przypadek :D:D Jestem boska.

skomentuj (2)


panna anna & dzień zwiastujący nową ere. 2010-04-03 00:16:49

Miałam nie pisać. No miałam, ale stwierdziłam, że nie startuje na prezydenta, a to nie jakaś cisza wyborcza więc napiszę. Bo to w sumie terapia dla mojej udrękanej duszy :)
Dzisiejszy dzień najpierw taki sobie, potem dobry, potem juz nie tak bardzo i znów ok.

Po pierwsze prawka nie zdałam. Drugie danie ciała - ale wyjechałam na miasto. To się jego mać liczy. Wsparcie dostałam, smsowe. W końcu dobrzy kierowcy nie zawsze dostają prawo jazdy za pierwszym razem :) Ja liczę - do trzech razy sztuka - i może się uda. A w sumie teraz to jestem pewna. Bo teraz chyba już tak naprawdę chcę. Bez presji i czyjegoś widzi mi się. Dla siebie. Z mamą odbrażona. Jak się uwywnętrznię to chyba zaczyna rozumieć, że i mnie zależy. W sumie to wszystko zachacza gdzieś o te mądre rzeczy, które kiedyś usłyszałam. Karma. Wszystko do nas wraca :) (w coś w końcu trzeba wierzyć ;))

Ogólnie nawet zaczełam przygotowywania do matury ustnej!!! Tak bądźcie ze mnie dumni. Panna Anna coś robi. I w sumie, o dziwo sprawia mi to też sporo radości. Tak dla odmiany się pouczyć - kto by pomyślał, że i do mnie zapuka głód wiedzy. W sumie nie wiem czy to ja, czy to może przez tą chorobę. W każdym bądź razie wolny czas spędzam na spaniu - aby regenerować siły, przygotowywaniu się, oraz oglądaniu jakiś filmów. No bo należy mi się chyba jakiś relaks :)
Polecam Sherlocka Holmesa - w wydaniu Guy'a Ritchiego. Wreszcie jakiś jego fajny film po stu latrach oczekiwań. No i boska obsada, dość fajnie zrealizowany fabułowo i montażowo. No zgrabnie mu to poszło. No i obsada. Racheal McAdams, którą nie żebym polubiła od pierwszego wejżenia, ale teraz naprawdę lubię, chłopięcy, zawsze urzekający mnie Jude Law no i ten gość, na którego widok od jakiegoś czasu mdleje. Robert Downey Jr. oczywiście. Bo tak wogóle to chyba (jak dla mnie na pewno) jest dobry aktor. Nawet bardzo dobry. I do tego z tym czymś co tak drażni, że aż pociąga :D No więc polecam. Bo jest bezczelny, arogancki i nieszczęśliwy - czyli drogie Panie taki jak lubimy najbardziej. I nie mówcie nie - nie okłamujcie się. To ten typ, który uwielbiamy, ale nie wszystkie z nas się do tego przyznają ;P
I w sumie tak sobie pomyślałam, że muszę obejrzeć Solistę - bo ten pan też tam gra, a miałam iść na to do kina bo zauroczył mnie trailer. A w sumie teraz na L4 mam chwilkę czasu :) Drugą pozycją do obejrzenia będzie Chloe - bo zapomniałam o tym filmie, bo ucichło o nim a u nas o nim nie słychać wogóle. Z Julianne Moore, Liamem Neesonem i Amanda Seyfried. Wpadłam na niego znów przez przypadek jak oglądałam filmografię Racheal McAdams. I pomyśleć, że one dwie razem z Lindsay Lohan grały w Wrednych dziewczynach... No i przynajmniej z nich dwóch coś wyrosło, nie to co z tej ostatniej... 

Nooo i może wreszcie przeczytam moje Vanity Fair - szlifując swoją angielszczyznę.
A jutro już znowu święta. Święta, święta - ciągle święta. Jak ten czas zapierdziela!!!!!!!!

A teraz robaczki dobranoc, żegnam Was w całkiem dobrym humorze. (taka myśl na koniec - jak fajnie byłoby mieć swoją rozgłośnię radiową xD)
Byeee ;*

skomentuj (1)


panna anna & koniec pewnego rozdziału. 2010-03-29 21:35:36

Było, było, było.
I się skończyło.

Zakończyłam semestr nienajgorzej.
Skończyłam swój dyplom całkiem nieźle.
Żyje z mniejszym obciążeniem i z nieco większą ilością czasu.

Od jakiegoś czasu nic tylko się cieszymy i dajemy temu upust. I naprawdę bez moralnej czkawki i bez wyrzutów sumienia. Dobrze było być tą porządną i wszystko ciągle załatwiać. Teraz już przejmuje się tylko sobą i szalejemy. Bo jak nie teraz to kiedy.
Troche przeraża mnie historia sztuki na obronie, troche bardzo bo nie czuję się na siłach, ani nie mam chęci na uczenie. Boję sie co powiedzą przy aneksie, spokojna jestem o witraż. Ale nigdy nic nie wiadomo.

Ogólnie jestem chora. Płuca zaraz wypluję i czaszkę mi rozsadzi. I nie są to skutki nadmiernego świętowania do cholery!! Myślę, że mó organizm wystarczająco długo wytzymywał na wysokich obrotach i teraz musi nieco wychamować. I szczerze powiem nie mam nic przeciwko.

O dziwo, czym pochwalić się muszę!!! - absolutnie skromnie bo się nie spodziawałam, choć fakt ten niebywale mnie cieszy mam piątki z rysunku i malarstwa (i chociaż pewnie dla większości to dziwne, że ja to tak przeżywam) ale Ci co znają sytuacje dobrze wiedzą jakie to dla mej osoby szokujące, w szczególności, że ze specializacji mam tylko 4.

Obiecuję zdjęcia dodać. Obiecuję wkrótce napisać, ale teraz muszę na chwilę odpocząć. Muszę się trochę pouczyć, psychicznie przygotować. Pozdrawiam całą czytającą ferajną ta co komentuje i tylko po cichu czyta.

skomentuj (2)


panna anna & autoportrety. 2010-03-22 20:18:49



A jednak zrobiłam. Poszczęściło mi się dobre światło. Takie sobie. Moje. Zainspirowane pawim piórem. Spontanicznie i bez zbędnego myślenia. W pożyczonych od Tańculki okularach.















Pierwsze moje ulubione :) A reszta jak reszta :) No i mały bonus na koniec - bo mi się nudziło i radośnie te kolory w okularach wyszły :) może coś się wybierze.

skomentuj (4)


panna anna & zabawy z aparatem. 2010-03-21 00:32:49

jako pełno-etatowa ciocia fotografka :)
moja cudna mała - Amelka.
jedna z bardziej wdzięcznych i współpracujących modelek - o dziwo nadzwyczaj spokojna :))





















































skomentuj (6)


panna anna & masakry szkolne. 2010-03-20 20:55:14

Dość mam już walczenia w tej szkole.
Niezorganizowania, niedokładności, nieludzkiego zachowania.
30-tek, ocen końcowych, matematyki.

Ale odliczam dni kiedy skończymy. Koniec już 26, 29 oddanie dyplomu. I od tej daty mam to w dupie.
A w wyczekiwany piątek, kupuję szampana i nasza ekipa przed zajeciami u wujka pije. Pije zdrowie nasze zszargane.

Damy radę. DAMY!!!
Ja już nie mówię, bo tak klnę, tyle piję i tyle NIE śpię, że aż boli od myślenia nad tym.
Do tego kłotnie, nieporozumienia i absolutnie dość wszystkiego.
Mam nadzieje, że bez problemów dla nas to wszystko się skończy. Oby oby.

Ale. Ostatnio jak znalazlam jedną z nielicznych wolnych chwil oglądałam To skomplikowane z boską i jedyną Meryl Streep, Aleciem Baldwinem i Stevem Martinem. No i to kolejna perełka w reżyseri Nancy Mayer. Uwielbiam takie filmy, no i dawno się tak nie uśmiałam. Świetna realizacja, obsada, scenariusz, dialogi, alsolutnie wszystko. No i muzyka.
Pokochałam Mamma Said - The Shirelles.
No i co tam jeszcze ciekawego? Dziś robiłam zdjęcia małej Amelki, absolutnie moja ulubiona modelka :) Jak obrobię zdjęcia to dodam :) Może znajdzie się jakieś jedno, które zachwyci? :) Jeszcze będę autoportrety robić - chyba, że zwątpię i pójdę spać.
Dziś sobie opduszczam, pomogłam mamie posprzątać, porobiłam zdjęcia i tyle. Odpoczywam. Bo padnę.

Pozdrawiam wszystkich zapracowanych ludzi, którzy mają tak przejebane jak my.

skomentuj (0)


panna anna & ikeowe zakupy. 2010-02-28 23:37:38

No miałam coś popołudniu robić, szczerze. No to mama zaproponowała wypad do Ikei. No a jak Ikea to i ja :) Z moim ostatnim zapałem do dekoracji.



Kupiłam czerwone okrągłe pudełka na bibeloty. Do najmniejszego dałam guziki i cienkie wstążeczki. Do największego rzeczy do handmade i scrapa. Jakieś nici, musiny, filce, dodatki. Na średnie szukam dopiero zastosowania. Oprócz tego poduszki. Kwadratową czerwoną (chyba 30x30) i białą z liniowymi motywami kwiatowymi z czerwono-ziolono-niebieskimi drobnymi wstawkami (chyba 30x20). Już leżą sobie na łóżko. Do tego czerwoną podstawkę na myski, bo ta co miałam to pożal się Boże, no i metalowe białe okrągłe pudełka w kolorowe kropki. Największe już wykorzystałam na ołówki, najmniejsze na moją "mydłowatą" gumkę, mniejsze gumki, temperówkę i węgle. Nad średnim jeszcze myśle. Chciałam zasłonkę kupić, ale jakoś nie znalazłam, a już i tak problem z pudełkami blaszakami miałam. Mama pokupowała świecki i świetniki małe. Kwiatka małego też kupili. I to coś co kroi jajka :)) Miłe popołudnie. I w aucie boska rozmowa.

Tata: Dalibyśmy radę im uciec.
Mama: My? Tym autem?
Tata: No jasne.
Mama: Prędzej czy później i tak by nas złapali i wszystkich zamkneli.
Tata: Ja bym im powiedział, że to Ty kierowałaś i nie zatrzymałaś się bo nie masz prawo jazdy, a ja nie mogłem Cię powstrzymać bo się Ciebie boję.
Mama: Tak, bo Cię bije.
Tata: Dokładnie.
Mama: No to by nas póścili.
Tata: Nas, a nie nas. Ciebie by zamkneli bo jechałaś bez prawo jazdy i uciekałaś przed wymiarem sprawiedliwości.
Mama: No i jeszcze za znęcanie się nad mężem.


No bo jechała karetka, która mama pomyliła z policją. I tak jakoś nawiązała się dyskusja.

Oprócz tego chce adoptować małego czarnego psiaka, którego już drugi raz widze przy naszej klatce. A on taki biedny i zmarznięty. Chce go zainstalować u dziadków. Taki mały psiurek byłby w sam raz dla babci, a z niego całkowity słodziak. Zdecydowałam, że mogę zapłacić za weterynarza i odwiedzać go regularnie. Nie wiem czy to moje hormony znowu, czy zwykły odróch serca, ale szkoda mi go bo widać, że biedzina wystraszona. A jeśli nawet ma jakiś wyrodnych państwo, którzy na całe dnie zostawiają go samego na deszczu, mrozie i dworze to lepiej żeby psiak zmienił dom. Jeśli bedzie nasz nazwe go Franek i bedzie moim słodziakiem :)

Do całej reszty świata - jak bierzecie jakieś zwierzątki, to kurwa mać nieco pomysłu i serca!! Bo to nie jest zabawka, którą rzucisz jak się znudzisz.

Amen.

skomentuj (0)


panna anna & radosna twórczość nocna. 2010-02-28 14:32:07



Mix wykonany przezemnie z najciekawszymi - reszta na vogue.com :)

Skoro już jesteśmy w tematach :) Ostatnio szperam po necie i odnajduje takie perełki. Znalezione na VOGUE.COM (UK) w artykule, który też już ma trochę. Zaciekawiło mnie bo ostatnio lubię matrioszki - no ale nie tak jak karolinka :) Pięć (od najmniejszej do największej) leży u mnie na półce - prezent od mamy z Zakopanego. Ale nie takie prawdziwe, bo się nie otwierają. Mam też kolczyki matrioszki zakupione w Warszawie podczas jednego z tych "krótkich" spacerów :)

Ogólnie złapała mnie wena. I zamiast robić rzeczy na kompozycje, zamiast malować obrazy, zamiast rysować autoportret lub szkice to ja prowadzę radosną twórczość własną, ale cholera od czasu do czasu muszę zrobić coś po swojemu.
Tak to jest, kartka A4, czarny cienkopis, rapitograf i bezsenność. No i oto efekt.
Z boskiej sesji Patricka Demarcheliera - cudna Arlenis Sosa :)

skomentuj (0)